BLAST zamknął 2025 rok z dodatnim wynikiem netto po raz pierwszy od pięciu lat. Organizator turniejów esportowych osiągnął 114,6 mln euro przychodu, wypracował 3 mln euro zysku operacyjnego i zakończył rok z około 411 tys. euro zysku netto.

Nie jest to wynik, po którym można bezrefleksyjnie otwierać szampana. Przy takim obrocie końcowy zysk netto pozostaje skromny – to mniej niż pół procenta przychodów. Ale w esportowym biznesie, który przez ostatnie lata regularnie przepalał kapitał na prawa medialne, produkcję i ekspansję, sam fakt wyjścia nad kreskę ma znaczenie. BLAST przestał być firmą żyjącą wyłącznie obietnicą wzrostu.

Przychody rosną szybciej niż koszty

Rok do roku przychody BLAST wzrosły o 39,5%, z 82,1 mln euro do 114,6 mln euro. To nie jest kosmetyczna poprawa, tylko wyraźny skok skali biznesu.

Jeszcze w 2021 roku firma generowała 13,4 mln euro przychodu. Cztery lata później przekroczyła 100 mln euro. Taki wzrost robi wrażenie, ale przez długi czas miał swoją ciemną stronę: większa skala nie przekładała się automatycznie na zdrowe wyniki finansowe. W latach 2022–2024 BLAST ponosił straty, a firma musiała udowodnić, że potrafi nie tylko produkować widowiskowe turnieje, ale też robić na nich pieniądze.

W 2025 roku w końcu pojawił się konkretny sygnał, że ten model zaczyna się domykać. 3 mln euro zysku operacyjnego pokazuje, że działalność podstawowa zaczęła zarabiać, a nie tylko generować kosztowny rozgłos.

Ameryka Północna nadal trzyma BLAST przy życiu

Największym rynkiem BLAST pozostaje Ameryka Północna, która odpowiadała za 48,8 mln euro przychodów. Europa wygenerowała 43,6 mln euro, więc oba regiony nadal są fundamentem całego biznesu.

Najciekawszy jest jednak trzeci kierunek. Azja przyniosła 21,4 mln euro, podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 3,1 mln euro. To ogromny wzrost, którego nie da się zrzucić wyłącznie na jednorazowy efekt kalendarza.

BLAST wyraźnie dokręca obecność w regionie: rozwija działania w Indiach, buduje lokalne partnerstwa i organizuje wydarzenia takie jak BLAST Premier Rivals w Hongkongu. Dla firmy to logiczny ruch. Europa i Ameryka Północna pozostają najbardziej dojrzałymi rynkami, ale to Azja daje dziś przestrzeń do agresywnego wzrostu – zarówno po stronie sponsorów, jak i odbiorców.

Nowy Jork to nie tylko adres biura

BLAST osobno komunikował rekordowe przychody na poziomie ponad 133 mln dolarów i łączył ten wynik z ekspansją biznesową oraz otwarciem siedziby w Nowym Jorku.

Ten ruch ma większe znaczenie, niż może się wydawać. Nowojorskie biuro ma być centrum działań BLAST w Ameryce Północnej: od partnerstw komercyjnych, przez organizację wydarzeń, po rozwój relacji z markami i wydawcami gier. A właśnie te relacje będą decydować o tym, czy firma utrzyma tempo.

W esportach nie wystarczy dziś zrobić dobry turniej. Trzeba jeszcze przekonać partnerów, że wydarzenie ma wartość marketingową, medialną i sprzedażową. BLAST coraz mocniej próbuje działać nie jak organizator pojedynczych lig, ale jak pełnoprawna firma rozrywkowo-produkcyjna.

2026 ma być kolejnym krokiem, ale margines błędu nadal jest mały

Prognozy na 2026 zakładają dalszy wzrost przychodów o 11–16% oraz EBITDA między 8 a 13 mln euro. W planach są kolejne partnerstwa z wydawcami, rozwój zaplecza produkcyjnego na Malcie, dalsza ekspansja w Ameryce Północnej i mocniejsze wejście w Indie.

To brzmi ambitnie, ale BLAST nie może już pozwolić sobie na powrót do modelu, w którym obroty rosną, a na końcu roku zostaje dziura w budżecie. Po pięciu latach finansowej huśtawki rynek będzie patrzył nie na kolejne efektowne zapowiedzi, tylko na jedno: czy dodatni wynik z 2025 roku okaże się początkiem trendu, czy jednorazowym odbiciem.

Na dziś BLAST ma argument, którego wcześniej brakowało: liczby. Firma nadal nie zarabia dużo w relacji do swojej skali, ale po raz pierwszy od dawna może powiedzieć, że jej ekspansja zaczyna mieć ekonomiczny sens.

I w obecnym esportowym krajobrazie to już naprawdę dużo.