Valve nie planuje tworzyć gier dostępnych wyłącznie na Steam Machine. Firma uważa, że zamykanie produkcji na jednym urządzeniu nie jest dobrym modelem, a największym atutem sprzętu ma być dostęp do całej biblioteki PC.

To sensowne podejście. Steam Machine nie próbuje być kolejnym PlayStation czy Xboksem. Ma działać jak pecet do salonu: uruchamiasz sprzęt, bierzesz kontroler i korzystasz z gier, które już masz na Steamie. Bez budowania biblioteki od zera i kupowania tych samych tytułów drugi raz.

Dlatego potencjalne zamknięcie Half-Life’a 3 na Steam Machine byłoby zwyczajnie głupie. Valve zarabia przede wszystkim na Steamie, a nie na sprzedaży samych urządzeń. Im więcej osób kupi grę na PC, tym lepiej dla firmy. Ograniczanie takiej premiery do jednego sprzętu oznaczałoby zostawienie ogromnych pieniędzy na stole.

Największym „ekskluzywem” Steam Machine rzeczywiście może być więc biblioteka użytkownika: setki gier, zapisy w chmurze, lista znajomych i cały ekosystem Steama. Oczywiście nie każda produkcja działa idealnie na SteamOS – problemy mogą powodować antycheaty, zewnętrzne launchery czy słaba optymalizacja – ale katalog nadal jest nieporównywalnie większy niż typowa oferta startowa konsoli.

Problemem nie jest brak ekskluzywów, tylko cena sprzętu. Model 512 GB kosztuje ponad tysiąc dolarów, więc trudno traktować go jako tanią alternatywę dla konsol. Valve musi przekonać graczy, że wygoda, SteamOS i dostęp do istniejącej biblioteki są warte takiej kwoty.

Brak ekskluzywów to dobra decyzja. Steam Machine nie ma zmuszać ludzi do kupowania kolejnego pudełka. Ma sprawić, żeby granie na PC pod telewizorem przestało być upierdliwe.