Sony mocno podpadło części graczy po decyzji, że od stycznia 2028 roku nowe gry na PS5 mają przestać wychodzić na fizycznych nośnikach. Reakcja była szybka: petycje, krytyka w social mediach i screeny z anulowanych subskrypcji PlayStation Plus. Dla wielu osób to nie jest zwykła zmiana dystrybucji, tylko kolejny krok w stronę świata, w którym gracz nie kupuje gry, tylko dostęp do niej.
Problem w tym, że Sony najpewniej nie cofnie tej decyzji. Analitycy wskazują jasno: nawet gdyby setki tysięcy osób zrezygnowały z PS Plus, przy skali całego ekosystemu PlayStation byłby to raczej bolesny PR-owo sygnał niż realny cios finansowy. PlayStation ma dziesiątki milionów aktywnych użytkowników i ogromną bazę abonentów, więc taki protest może wyglądać głośno w internecie, ale w tabelkach Sony nie musi wyglądać dramatycznie.
Z biznesowego punktu widzenia sprawa jest brutalnie prosta: cyfra bardziej się opłaca. Przy sprzedaży pudełkowej trzeba dzielić się marżą ze sklepami, płacić za produkcję, logistykę i dystrybucję. Przy sprzedaży cyfrowej przez PlayStation Store Sony kontroluje cały proces, bierze większy kawałek tortu i eliminuje rynek używanych gier, na którym samo nie zarabia.
Dla graczy stawką nie jest jednak samo pudełko. Chodzi o kontrolę nad własną biblioteką. Fizyczna kopia dawała możliwość odsprzedaży, pożyczenia gry komuś innemu albo zachowania jej na półce przez lata. W modelu cyfrowym wszystko zależy od konta, sklepu, licencji i decyzji platformy. To dlatego protest ma sens jako wyraz sprzeciwu, nawet jeśli raczej nie zmusi Sony do odwrotu.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz? Sony przeczeka burzę, dorzuci kilka uspokajających komunikatów i będzie dalej przesuwać PlayStation w stronę pełnej cyfry. Być może PS6 dostanie opcjonalny napęd albo jakąś formę kompatybilności z płytami, ale kierunek wydaje się już wyznaczony.
To nie jest koniec gier na PlayStation. To raczej koniec pewnej epoki: czasów, w których kupiona gra faktycznie leżała na półce, a gracz miał nad nią więcej kontroli. Sony wygra na marżach, ale może zapłacić zaufaniem najbardziej zaangażowanych fanów.